Postanowienia noworoczne – 7 kroków do sukcesu

Realizacja założonych celów

W czasach przedpandemicznych istniał pewien rodzaj obiektów w przestrzeni publicznej, które regularnie co roku na początku stycznia zyskiwały wzrost odwiedzających. Nie mam na myśli przychodni, które przez całą zimę wypełniają się kichającymi pacjentami złorzeczącymi na aurę. Nie mam też na myśli Urzędu Skarbowego z kolejką odzianych w zimowe kurtki, międlących w dłoniach wypełnione druki do złożenia przed końcem stycznia.

Mam na myśli kluby fitness. A w nich – kobiety i mężczyzn w nowych sportowych strojach, poważnych, zdeterminowanych, by zgodnie z postanowieniem noworocznym naprawdę regularnie ćwiczyć. „Tym razem się przypilnuję.” „Teraz się uda.”
Tak jak fala zainteresowania ruchem fizycznym wzrasta z początkiem roku, tak samo dynamicznie opada. Najpóźniej z końcem lutego już bez problemu zapiszemy się na zajęcia prowadzone przez instruktorkę. Całkiem możliwe, że wokół naszej maty będzie jeszcze sporo wolnego miejsca.
I tak co roku.

Skuteczna realizacja założonych celów – na czym polega?

Wydawać by się mogło, że to, co łączy wszystkie postanowienia noworoczne, bez względu na wiek, płeć i pochodzenie postanawiających, to ogromne prawdopodobieństwo fiaska ich realizacji. Widziałam nawet w tym roku grafikę demonstrującą, co należy uczynić z postanowieniami: zapisać na kartce, następnie kartkę podrzeć, skrawki podrzucić do góry i radośnie zatańczyć w śniegu już teraz zniweczonych planów.

Dlaczego tak się dzieje? Przecież wiele z nas z ma silną wolę. Przez cały rok odnosimy mnóstwo małych i wielkich sukcesów. W pracy doprowadzamy do końca projekty i przedsięwzięcia. Regularnie wykonujemy obowiązki, wcale nie takie znowu przyjemne. Dotrzymujemy słowa. Uczymy się i rozwijamy. Robimy pożytek ze swojej sprawczości. Czemu więc nie udaje się nam jej wykorzystać w odniesieniu do postanowień noworocznych? Skąd ten nieszczęsny trójkąt bermudzki, w który wpadają nasze gorące zapewnienia, że weźmiemy się za siebie i schudniemy, nauczymy się języka, rzucimy palenie, będziemy częściej robić x, rzadziej y, nie będziemy tyle pracować po godzinach, a do tego wszystkiego wreszcie przeczytamy książki, o których myślimy już tak długo?

Jak spełnić postanowienia noworoczne? Kluczem zarządzanie czasem!

Co idzie nie tak? Jakie zmiany wprowadzić, by zwiększyć szanse na powodzenie postanowień, od tych prywatnych, po służbowe cele, które wyznaczamy sobie same albo wraz z naszymi przełożonymi?

Przedstawię siedem punktów, które mogą pomóc Ci w analizie, zaplanowaniu i wdrożeniu Twoich postanowień w dalece bardziej konkretny sposób, niż prawdopodobnie robiłaś to dotychczas. Dowiedz się, jak zarządzać czasem jak realizować założone cele.

1. W zgodzie z naturą – tą wokół i tą własną

Zacznijmy trochę od końca – od kontekstu. Osadzenie w czasie postanowień noworocznych jest oczywiste – kolejne lata wyznaczają interwały w wielu aspektach naszej codzienności. Nowy kalendarz to kusząca carte blanche, na której nie ma ani dotychczasowych słabości jako dowodu przeciwko naszej mocy, ani sukcesów, które należałoby przebić kolejnymi osiągnięciami. Uwodzi nas myśl, że nieważne, co było dotąd, bo jedyne, co determinuje przyszłe osiągnięcia, to nasze działania.

Naturalnie chwila refleksji łatwo obali tę mrzonkę – oczywiście, że pozostajemy w kontinuum naszych przekonań i schematów działania, więc nie tylko poprzedni rok, ale i doświadczenia z całego życia bardzo silnie wpłyną na realizację naszych postanowień noworocznych. Ale mnie w tej koncepcji czystej karty ciekawi jeszcze jeden aspekt, a mianowicie zderzenie mobilizacji i energii, z jaką chcemy ją zapisać, z tym, co równolegle dzieje się wokół nas – w przyrodzie.

Jak spełnić postanowienia noworoczne?

W naturze okres od grudnia do lutego to czas wyciszenia, uspokojenia. Niezbędna mroźna pauza, która wstrzymuje procesy życiowe, choć temperatury zimą są coraz wyższe. Cisza, sen, odpoczynek w ciemnej gawrze. Oszczędność w kolorach, zapachach, ruchach. Tymczasem u nas – odwrotnie proporcjonalny rozpęd. Wariackie dopinanie spraw na koniec czwartego kwartału, czasem nerwowe, czasem euforyczne, ale zawsze przesadzone zakupy świąteczne, podróżowanie od jednych krewnych do drugich (sama przejechałam dwa tysiące kilometrów w zaledwie jeden grudniowy tydzień!). A na koniec, zaraz po fajerwerkach rozbijających zimową ciszę w drobny mak, wjeżdżają one – postanowienia noworoczne, wymagające sił, zasobów i energii witalnej.

Tylko że my już jesteśmy zmęczone.

I mamy do tego prawo. Fizycznie po całym roku potrzebujemy odpoczynku w ciszy i w cieple. Nie radzę kopać leśnej jamy i czekać w niej wiosny, przyjąwszy pozycję embrionalną, ale to, co zdecydowanie warto doradzić, to pozwolenie sobie na ciche zakończenie miesięcy, które upłynęły tak szybko; na regenerację, wyrównanie oddechu, odespanie, rozgrzanie się od środka wilgotnymi, gorącymi potrawami. Otulenie tym, co przynosi nam ukojenie. Praktykę self-compassion. Mamy do tego prawo – można by powiedzieć – naturalne.

Nie oznacza to, że z początkiem roku nie powinnyśmy snuć planów. Jednak być może warto w ich szkicowaniu uwzględnić nasze obecne zasoby energetycznie, bez złości na wzmożoną potrzebę snu czy niechęć do przebywania na dworze. I zaakceptować ten stan.

2. Z pozytywną motywacją

Skoro już jesteśmy w analogiach przyrodniczych, to przyjrzyjmy się korzeniom naszych postanowień noworocznych. Z czego wyrastają?
Tym, co często obserwujemy w planach i dążeniach, z jakimi klientki pragną wejść w proces coachingowy, w tym również coaching zawodowy, to motywacja negatywna, osadzona w pewnym zwalczaniu określonych aspektów siebie samej:

  • Obwiniam się za to, jak mało czasu poświęcam rodzinie. Muszę lepiej opanować zarządzanie czasem.
  • Kiepsko mi idzie kierowanie zespołem, więc muszę się wziąć za moje umiejętności komunikacyjne.
  • Wstyd mi, jak mówię po angielsku, muszę do tego przysiąść, ale coś mnie wstrzymuje.

Dotyczy to również coachingu pozazawodowego: „Nie znoszę swojego ciała, więc muszę schudnąć”. „Jestem leniwa, potrzebuję coacha, żeby mnie zmusił do działania.” Te narracje można mnożyć, ale ich wspólnym mianownikiem pozostaje nieprzychylne, krytyczne spojrzenie na siebie samą, obarczanie się winą, irytacja.

To zrozumiałe. Jesteśmy wychowywane w kulturze, w której działaniem steruje widmo kary. Za złe zachowania (w tym również myśli i słowa) grozi ukaranie, którego krewnymi są wina, wstyd i lęk przed odrzuceniem. Niezależnie od tego, jak daleko sięgają te schematy, zawsze warto zadać sobie pytanie: czy to nam sprzyja? W kontekście planów, marzeń i postanowień – czy to jest gleba, z której wyrosną długofalowe działania, które będziemy podejmować z energią i w które włożymy serce?

A co jeśli zwalczanie siebie zastąpimy czułością?
Motywację negatywną wymienimy na pozytywną?
Zamiast pytać siebie: „Co powinnam?”, spytamy: „Czego pragnę?”
Co jeśli odrzucimy przymus, a w jego miejsce wybierzemy wzmacnianie się?

Tłumacząc powyższe narracje:

  • Pracuję dużo, bo prowadzą mnie do tego odpowiedzialność i dobre chęci. Ale pragnę wieczorów i weekendów z rodziną – samo wyobrażenie ich sobie sprawia, że robi mi się ciepło. Do tego chcę dążyć.
  • Jestem ciekawa ludzi w moim zespole. Mogę być dla nich lepszą managerką, wspierać ich w rozwijaniu swoich zasobów, współtworzyć mocny team. Chcę nauczyć się lepiej z nimi komunikować.
  • Doskonaląc swój angielski, zapewnię sobie nowe narzędzia do codziennej pracy. Chcę to sobie podarować.

Zaznaczę, że nie chodzi tu jedynie o przeformułowanie zdań, ale autentyczną zmianę perspektywy. Dobra intencja wobec siebie samej nie jest pobłażaniem sobie czy brakiem ambicji, ale realną siłą napędową dla działań podejmowanych w zgodzie ze sobą. Postawienie sobie pytania: „Co zbliży mnie do ludzi?” nie jest naiwnością ani rezygnacją ze swojego interesu, ale pierwszym krokiem do poprawy funkcjonowania w społeczeństwie nas samych – takich, jakimi jesteśmy. Widmo kary się rozmywa. Możemy po prostu działać, z ciekawością i serdecznością.

3. Z nowymi metodami działania

Jak już wspomniałam, wizja nowego roku jako carte blanche, kasującej wszystko, co zdarzyło się dotąd, choć kusząca i magiczna, jest nierealna. I całe szczęście. Snując plany i formułując postanowienia, pomożemy sobie, czerpiąc z dotychczasowych doświadczeń i wiedzy o sobie i otoczeniu.

Jeśli chcąc zadbać o swoją kondycję, kupowałyśmy karnet do fitness klubu, wierząc, że jego widok nas zmobilizuje, a potem nie wykorzystywałyśmy połowy wejść i zawieszałyśmy wizyty w klubie, prawdopodobnie niewielki ma sens maszerowanie po karnet w pierwszym tygodniu stycznia. Jeśli znaczącą poprawę w naszych umiejętnościach z dowolnego zakresu miało przynieść zapisanie się na kursy online, ale po pierwszym szkoleniu na LinkedIn jakoś traciłyśmy zapał, darujmy sobie obieranie za cel kolejnej tury kursów w internecie.
Zamiast obarczać się winą za słomiany zapał, przyjmijmy choć na chwilę, że ta raz (a może i nie tylko raz) wypróbowana metoda u nas się nie sprawdza. Poszukajmy innych wariantów, które być może będą nam bliższe, łatwiejsze we wdrożeniu. A może wystarczy drobna zmiana.

Jeśli z samodzielnego chodzenia do szkoły językowej nic nie wychodziło, może warto spróbować zapisać się ze znajomą/znajomym i połączyć przyjemne z pożytecznym? Jeśli nauka działań promocyjno-marketingowych idzie jak po grudzie, choćbyśmy wielokrotnie obiecywały sobie, że tym razem przejdziemy przez książkę jednego z guru marketingu, rozważmy wariant bardziej interaktywny – kurs albo porada u specjalisty na początek. Każda sytuacja i dążenie będą inne, natomiast należy sobie uzmysłowić, że skoro dziesięć razy obrałyśmy drogę, na końcu której stał mur, istnieje spora szansa, że za jedenastym razem – choćby towarzyszyła nam heroiczna wręcz samodyscyplina – znowu zderzymy się z murem. Nie zaszkodzi więc wypróbować inne ścieżki.

Efektywne zarządzanie czasem

Nie bez przyczyny w trakcie rozmów coachingowych klientki są zapraszane do intensywnej eksploracji dostępnych wariantów działania. Tych oczywistych, zawsze pod ręką, ale i tych, które wydają się mniej prawdopodobne, może niedorzeczne, a może dotąd niezauważone, bo umysł zawsze zatrzymywał się na pierwszych trzech opcjach.

I jeszcze jedno: to, że u innych dana metoda często się sprawdza, bynajmniej nie oznacza, że z nami będzie tak samo. O ile warto korzystać z dorobku naszej społecznej wiedzy plemiennej, o tyle nie ma sensu narzucanie jej sobie jako dogmat. Czerp z niej, ale sprawdzaj.

4. W doborowym towarzystwie

Wspomniałam wyżej o chodzeniu na lekcje językowe ze znajomymi jako jednym ze sposobów na wcielenie w życie planu nauki, która – gdy podejmowana w pojedynkę – nie trwała za długo. To tylko jeden z przykładów, jak zaangażowanie innych osób w realizację celów może nam pomóc – w tym przypadku, pozwalając wytrwać w systematycznych działaniach, ale też czyniąc dążenie przyjemniejszym.

Kiedy zastanawiamy się nad obszarami, w których klientka może podjąć działania, kategoria społeczna jest jedną z najistotniejszych. Pytamy: kto może Ci w tym pomóc? I nie chodzi tu tylko o szukanie przysługi albo materialnego czy merytorycznego wsparcia. Zastanawiamy się, jak osoby z otoczenia klientki – to, co robią, kim są i jaką rolę odgrywają – wpływają bądź mogą wziąć udział w dążeniu do wyznaczonego celu.

  • Jeśli masz ma kłopot z kończeniem pracy o danej godzinie i często przesiadujesz w pracy do wieczora, być może jest ktoś, z kim mogłabyś codziennie wspólnie wychodzić o stałej porze? Albo ktoś z bliskich może odbierać Cię z biura?
  • Jeśli szukasz zmiany w ścieżce zawodowej, ale wahasz się, masz trochę mętlik w głowie i nie jesteś przekonana do żadnej z opcji, być może pracujesz z kimś, kto mógłby powiedzieć Ci więcej o rolach, jakie rozważasz, byś zyskała więcej informacji i zaletach i mankamentach takiej pracy?
  • Jeśli nie jesteś pewna, jak Ci idzie w określonym obszarze w pracy, kto może dać Ci wartościowy feedback?

Może się też okazać, że realizacja danego celu wymaga modyfikacji utartych schematów działania domowników czy współpracowników.

Choć nie odbieram żadnej z nas sprawczości i zasobów własnych, wszystkie – również introwertyczki i te z nas, które najlepiej działają w trybie samotniczym – funkcjonujemy w kontekście społecznym, a nasze działania nie pozostają od niego odizolowane. Korzystajmy z tego.

5. Model SMART

Przyzwyczajonym do ustrukturyzowanego rozpisywania celów pomóc może model SMART, powszechnie wykorzystywany w zarządzaniu projektami, procesach coachingowych, a także w kadrowych planach rocznych, w których pracownik zawiera z przełożonymi swego rodzaju kontrakt na kolejne miesiące.

SMART jest akronimem od: Specific, Measurable, Achievable, Relevant, Time-bound – kryteriów zalecanych przy określaniu celów. Jakie może mieć to zastosowanie do postanowień noworocznych?

    • Specific – Sprecyzowany. Im konkretniej sformułujemy to, czego nasze postanowienie dotyczy, tym łatwiej będzie nam wdrożyć je w życie, ale też obserwować jego realizację w czasie. „Przysiądę wreszcie do szkoleń z Excela.” OK, ale czego konkretnie chcesz się nauczyć? Czy postanowienie dotyczy podstawowych formuł, czy chcesz opanować VBA?
    • Measurable – Mierzalny. Na ile się ze sobą umawiasz? „Chcę zwiększyć obecność mojej firmy w mediach społecznościowych.” Ile stron Cię zadowoli? Tylko Instagram, czy też Facebook i LinkedIn? A może coś jeszcze? Ile postów i z jaką częstotliwością chcesz publikować? Od razu uprzedzam, że „to zależy” albo „jak się uda”, nie są punktowanymi odpowiedziami na te pytania.
    • Achievable – Osiągalny. O ile wiara we własną sprawczość jest wskazana, przy planowaniu zalecam optymizm ze sporą dawką realistycznego podejścia. Super pomarzyć o wskoczeniu z angielskim z poziomu B1 do C2 albo wyobrazić sobie siebie kodującą za rok o tej porze w trzech językach. I nawet warto na początek zaszaleć i spisać te wszystkie wyobrażenia. Ale kolejnym krokiem musi być refleksja, co z tego realnie jesteśmy w stanie osiągnąć. Spójrzmy na poprzednie parę miesięcy: ile mieliśmy czasu na ten określony obszar? Czy będziemy mieć go więcej? Biorąc pod uwagę, jak wiele czasu zajmie nam realizacja postanowienia, ile zdążymy z tego osiągnąć w tym roku? Odgoń poczucie rezygnacji, jeśli okaże się, że z tego planu z rozmachem realnie zostanie tylko jego cząstka. To nadal ważna rzecz, a trzeźwa jej ocena sprawi, że plan Cię nie przerośnie, zaś satysfakcja z jego wykonania będzie ogromna. Wejście na poziom B2 to bardzo dobre postanowienie.
    • Relevant – Istotny. Warto pamiętać o tej kategorii, kiedy wspólnie z przełożonymi umawiamy się na cele roczne, które nierzadko mają znamiona postanowień, zwłaszcza, gdy dotyczą działań odwlekanych przez poprzednie miesiące (choćby za sprawą znanej nam wszystkim zjawiska, jakim jest prokrastynacja). Oczywiście w kontekście służbowym szukać będziemy celów ważnych zarówno dla nas jako pracowniczek, jak i tych istotnych z punktu widzenia firmy, zespołu czy klientów. Niezależnie od tego, w którym z tych wymiarów się poruszamy, nie gromadźmy w naszych celach drobiazgów, które miło byłoby osiągnąć – oddajmy pierwszeństwo temu, na czym naprawdę nam zależy oraz co będzie niezbędne dla firmy/klientów.
    • Time-bound – Określony w czasie. Postanowienia noworoczne wcale nie muszą dotyczyć dwunastu miesięcy. Być może są do zrealizowania w jeden kwartał, a może dotyczą wdrożenia praktyki, która ma pozostać z nami na lata. Odpowiedz na pytania:
      • Kiedy zaczniesz realizować dane postanowienie?
      • Przez jaki okres chcesz to kontynuować?

      Pewnie zechcesz tu nałożyć na siebie dyscyplinę albo wykorzystać noworoczny entuzjazm i wystartować 1 stycznia. Czemu nie! Ale zastanów się też nad okolicznościami – może realne jest rozpoczęcie w drugim tygodniu stycznia, kiedy skończą się urlopy?

Analizowanie postanowień i planów przez pryzmat modelu SMART pozwala nie tylko wyostrzyć ich obraz, ale też stanowi okazję do pogłębionej analizy tego, co stoi przed nami. Z mglistego marzenia albo rozżalonego niezadowolenia wyłania się konkret, z którym musimy się skonfrontować.
Model smart w realizacji postanowień noworocznych

6. Przeprowadź rachunek prawdopodobieństwa

Wypisz siedem pierwszych kroków, które wykonasz w kierunku realizacji postanowienia. Niech będą konkretne i praktyczne. Nauka języka? Napisz, kiedy i z jaką szkołą się skontaktujesz, a potem kolejne czynności, którymi się zajmiesz. Poprawa strony internetowej Twojej firmy? Analiza dostępnych firm deweloperskich i specjalistów SEO, lista efektów i funkcjonalności, na których Ci zależy – i tak dalej. Jeśli chcesz ruszyć, przyda Ci się taka mapa.

To nie wszystko. Spójrz na tych siedem kroków i odpowiedz sobie z ręką na sercu, w skali od 1 do 10, na ile prawdopodobne jest, że je podejmiesz. Jeśli któryś z kroków oceniasz na mniej niż 8 (czyli od 1 do 7) – wykreśl go, nie na zawsze, ale na teraz. Pozostaw tylko te, co do których wiesz, że zrealizujesz je w przewidzianym czasie. A potem zrób to.

Po takim ćwiczeniu niektórzy odczuwają ulgę, bo zadania, które sobie wyznaczyli, teraz są naprawdę na ich miarę. Pamiętajmy, że nie zaniżamy w ten sposób ambicji ani oczekiwań względem siebie, ale pomagamy sobie w tych pierwszych trudnych krokach w kierunku rezultatu, na którym nam zależy.

Gdybyś chciała kogoś uczyć w dziedzinie, w której jesteś ekspertką, spuściłabyś im na biurko bombę dwudziestu specjalistycznych książek i arkusze prac domowych, czy zaczęłabyś od prostych i przyjemnych treści? No właśnie. Potraktuj siebie tak samo: zachęcaj się, dopinguj sobie i doceniaj każdy mały krok.

7. Nie zapomnij o nagrodach

Pamiętam, jak podczas Dnia Różnorodności w maju 2019 roku organizowanego przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu, himalaistka Kinga Baranowska opowiadała o pracy psychicznej, którą wykonuje podczas wspinaczek. Podkreślała, jak ważny jest system nagród po każdym przebytym etapie drogi – w tym również drobnych przyjemności, jak słodkości.

My też pamiętajmy o odpowiedniku czekoladowego „Pawełka” po kolejnych zrealizowanych punktach naszych postanowień. Czasem zbyt szybko odhaczamy wykonaną pracę, by od razu przenieść uwagę na kolejne kroki. Spróbujmy jednak zatrzymać się na chwilę.

Po zakończonym pierwszym module szkolenia online, nim westchniesz na widok kolejnych dwunastu przed Tobą, uświadom sobie, co już wiesz, i zwyczajnie pogratuluj sobie, że rozpoczęłaś naukę i jesteś już w drodze. W ten sposób wzmocnisz siebie samą w wysiłku, odczujesz przyjemność i satysfakcję z siebie samej i bardziej świadomie wejdziesz w kolejne etapy. Tak, „Pawełka” też możesz zjeść.

Trzymam kciuki za Wasze cele na nowy rok! Niech Wam dobrze służą.

 

Czy ten post był pomocny?

5 / 5. 9

Bądź pierwszym który oceni!

Zostaw komentarz

siedem + pięć =